Tajemnicza śmierć w prochowni
Przez kilka dni mieszkańcy Białej Podlaskiej, policja i prokuratura głowili się, kim są zwyrodnialcy, którzy w bestialski sposób zamordowali 22-letniego Łukasza Skrzeczkowskiego. Zwęglone zwłoki, porzucone w pobliżu ogrodzenia tzw. prochowni mieszczącej się na przedłużeniu ul. Sitnickiej, odnalazł Krzysztof O., który we wtorek 17 sierpnia przejeżdżał tamtędy rowerem. Chłopiec miał uniesione w górę ręce, jakby błagał swoich oprawców o litość. Jednak wyniki przeprowadzonej w piątek sekcji zwłok wskazują, że mogło to być samobójstwo.
Łukasz był osobą bardzo skrytą. Rzadko z kimkolwiek dzielił się swoimi problemami, niewiele mówił o sobie. Koledzy nazywali go Sasza, gdyż w dzieciństwie miał problemy z wymową. Był lubianym chłopcem, nie szukał zwady, stronił od alkoholu. Nikomu, kto go o to poprosił, nie odmówił pomocy. Uśmiechał się rzadko, ale za to szczerze. Od czasu tragicznej śmierci jego przyjaciela Pawła A., który 26 lipca zginął wciągnięty podczas prac polowych przez belarkę w Lipinkach w gminie Sosnówka, zamknął się jeszcze bardziej w sobie. Chadzał własnymi ścieżkami, większość czasu spędzał w domu, z przyjaciółmi z osiedla i dziewczyną Renatą S. z Łomaz.
Posprzeczał się z dziewczyną
– Widziałem się z nim w niedzielę – wspomina Bartek M., kolega Łukasza a zarazem sąsiad z bloku. – Wpadł pożyczyć lutownicę. Mówił, że zepsuł mu się telefon i musi go naprawić. On miał złote ręce do takich spraw. Żalił się, że znowu posprzeczał się ze swoją dziewczyną. Nieraz tłumaczyłem mu, żeby się rozstali.
Tego dnia odwiedził też innego z przyjaciół Piotra S. Pożyczył od niego nokię, bo nie udało mu się naprawić swojego telefonu. – Łukasz wcześniej pracował w szpitalu – dodaje Bartek. – Niedawno zatrudnił się w masarni w Międzyrzecu Podlaskim, ale z tego, co mówił, pracował tam bez umowy. Potrzebował pieniędzy, by móc spotykać się z dziewczyną.
– Znałem go od dziecka – mówi Marcin Walczuk, komendant bialskiego hufca Związku Harcerstwa Polskiego. – Jego siostra to moja bliska koleżanka. Łukasz był typem domatora majsterkowicza. Był okres, kiedy miał problemy rodzinne. Dużo wtedy rozmawialiś-my, wspierałem go. Potem poznał Renatę, zakochał się w niej. Jednak nie wierzę, by mógł sobie przez nią coś zrobić.Nie wrócił na noc
Do tragedii doszło nocą z poniedziałku na wtorek (z 16 na 17 sierpnia). W poniedziałek około godz. 21 Łukasz Skrzeczkowski wrócił do domu ze spotkania z kolegami. Powiedział mamie, że musi jeszcze wyjść na chwilkę, żeby coś załatwić. Po paru minutach zjawił się ponownie, bo zapomniał wziąć ze sobą komórki. Gdy po godzinie nadal nie było go w domu, 51-letnia Helena Skrzeczkowska pomyślała, że coś złego musiało się stać z jej synem. Przerażona nie spała całą noc, a rano pobiegła na policję.
Poszukiwania Łukasza nie trwały długo, bo już po południu przypadkowo przejeżdżający tamtędy rowerem Krzysztof O. z Białej Podlaskiej dokonał makabrycznego odkrycia. Pod ogrodzeniem opuszczonego składu amunicji, zwanego bomboskładem lub prochownią, zobaczył czarny kształt. Jak twierdzi, nie przypominało mu to z początku człowieka. Mężczyzna podjechał bliżej i od razu cofnął się zaszokowany tym, co zobaczył. O wszystkim natychmiast powiadomił policję.
– Na miejsce skierowana została grupa dochodzeniowo-śledcza, która pod przewodnictwem prokuratora przeprowadziła oględziny miejsca zdarzenia – informuje rzecznik bialskiej komendy Jaros-ław Janicki. – W wyniku wstępnych czynności ustalono, że zwłoki należą do Łukasza Skrzeczkowskiego, 22-letniego mieszkańca Białej Podlaskiej. Obrażenia ciała i ślady pozostawione w miejscu ujawnienia zwłok sugerują, że zgon nastąpił w innym miejscu, a ciało zostało przetransportowane i porzucone na polnej drodze.Miał uniesione ręce, jakby błagał o litość
W jednym z budynków na terenie bomboskładu policjanci natrafili na miejsce, gdzie doszło do tragedii. Na betonowej posadzce widniała ciemna plama spalonej ropy, w pobliżu dwie kupki zwęglonego papieru, którymi wzniecono ogień, oraz plama krwi. W bunkrze znajdowały się także dwa pojemniki po płynie do spryskiwaczy śmierdzące paliwem, szklana fifka służąca do palenia narkotyków, puszki i butelki po alkoholu.
Kilka metrów po betonie, a potem po trawie ciągnął się czarny ślad pozostawiony z resztek spalonego ubrania oraz ciała ofiary. To tędy ktoś musiał wlec zwęglone zwłoki Łukasza. Gdy go znaleziono, miał jeszcze uniesione ręce w górę, tak jakby błagał swoich oprawców o litość. Jak wynikało ze wstępnych oględzin, na prawym nadgarstku widniały resztki sznura, którym został skrępowany i ciągnięty.Synku, gdzie jesteś
Na słupach ogłoszeniowych i latarniach w Białej Podlaskiej jeszcze przez wiele dni wisiały plakaty ze zdjęciem Łukasza Skrzeczkowskiego, rozklejone przez rodzinę. Zrozpaczona matka nie dopuszczała do siebie myśli, że to jej syna spotkał tak okrutny los. Łudziła się, że Łukasz wciąż żyje, zapuka do drzwi, przeprosi, że tak długo go nie było. I obieca, że więcej się to już nie powtórzy. Gdy w prosektorium pokazano jej zmasakrowane i zwęglone zwłoki syna, nie była w stanie go rozpoznać. – To nie on – powiedziała naszemu dziennikarzowi. – Ja myślę, że syn mój żyje.
Na barki kobiety, która niejedno nieszczęście w życiu przeszła, spadło kolejne straszliwe brzemię. Choć sama z trudem hamuje łzy i boleść, pociesza dwie córki i ośmioletniego synka Krystiana, rozpaczających po stracie brata. Jest załamana, nie ma sił z nikim rozmawiać na ten temat.Tankował ropę na stacji
Przyjaciele Łukasza poinformowali naszego dziennikarza, że jego numer telefonu jest wciąż aktywny. Udaliśmy się wspólnie na prochownię z nadzieją, że usłyszymy gdzieś dźwięk komórki, która pomoże nam wyjaśnić, co zaszło tamtej nocy. Niestety poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Natknęliśmy się za to na grupę podpitych, palących papierosy nastolatek.
Policjanci zabezpieczyli na jednej ze stacji paliw zapis z monitoringu, gdzie widać młodego mężczyznę tankującego paliwo do kanistrów. – Ten chłopiec przyszedł na stacje sam, na piechotę – informuje pracownica pobliskiej stacji. – Poprosił koleżanki, żeby dały mu jakieś pojemniki na paliwo. W koszach na śmieci znalazły dwie 4-litrowe bańki po płynie do spryskiwaczy. Chłopak prosił, by pomogły mu je zatankować, ale w końcu sam to zrobił.
Jak widać na nagraniu z monitoringu, osobą, która przyszła po paliwo, był Łukasz Skrzeczkowski. Na razie nie wiadomo, czy ktoś go o to poprosił (kazał), czy zrobił to z własnej woli. Jak ustaliliśmy, Łukasz nie posiadał żadnego pojazdu ani prawa jazdy. Przeprowadzona w Zakładzie Medycyny Sądowej w Lublinie sekcja zwłok ujawniła w jego żołądku substancję zbliżoną do oleju napędowego.Wyruszyli w milczeniu
W piątek o godzinie 17 w kościele pw. Błogosławionego Honorata przy ul. Terebelskiej w Białej Podlaskiej odbyła się msza święta w intencji Łukasza. Przybyli na nią przyjaciele zmarłego, rodzina, znajomi. Ponad sto osób wzięło potem udział w marszu milczenia, który przeszedł ulicami miasta aż do bomboskładu. Przy ogrodzeniu wkopano krzyż z tablicą upamiętniającą tragedię.
– Śledztwo w sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej. W komendzie miejskiej zatrzymane zostały trzy osoby, które jako ostatnie były widziane z denatem. Trwa ustalenie okoliczności i przyczyny śmierci mężczyzny – informuje rzecznik Janicki.Są hipotezy, nie ma motywu
Zatrzymani przez policję mężczyźni zostali zwolnieni do domu. Śledczy nie stwierdzili ich związku z zaginięciem i śmiercią Łukasza. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, pierwszą hipotezą, jaka pojawiła się tuż po odnalezieniu zwłok, było morderstwo. Z wstępnych ustaleń wynikało, że Łukasz mógł być podstępnie zwabiony na teren prochowni. Następnie siłą go związano, oblano paliwem i podpalono. Oględziny zwłok wykazały, że najbardziej zwęglone miał okolice podbrzusza. Po kilku godzinach od śmierci został wywleczony z bunkra na zewnątrz. Ciągnięto go za sznur krępujący dłonie, a gdy blisko ogrodzenia zerwał się, tam go porzucono.
Policjanci badając sprawę pod kątem morderstwa nie wykluczają także wątku związanego z samobójstwem. Istnieją bowiem relacje ustne oraz esemesy mogące świadczyć, że Łukasz miał od pewnego czasu takie myśli. Potwierdza to również jego dziewczyna. Nagranie z monitoringu stacji nie wskazuje, aby ktoś przymuszał go do zakupu paliwa. Według tej hipotezy, doszło do samopodpalenia, a następnie zbezczeszczenia zwłok przez osoby, które znalazły je w bunkrze. Odciski opon na miejscu zdarzenia wskazują, że mógł być wleczony za pojazdem.
Na drugi dzień po odnalezieniu ciała Łukasza skontaktowaliś-my się z jego dziewczyną Renatą S. z Łomaz. Była przekonana, że wciąż trwają poszukiwania jej chłopaka. Obawiała się, że mógł sobie coś zrobić. – Chodziliśmy ze sobą od siedmiu miesięcy. Poznał nas jego kuzyn. Ostatnio wspominał, że zabierze mnie na spacer na łąki i pokaże prochownię – mówi Renata.
– W toku przeprowadzonych badań nie ujawniono na ciele denata urazów ani zmian zażyciowych, które mogły zostać zadane przez osoby trzecie – informuje szef bialskiej prokuratury Stanisław Stróżak. – Denat posiada obrażenia w obrębie miednicy (złamany trzon kości miednicy) oraz zdarcie skóry głowy, które powstały po śmierci na skutek wleczenia. Bez przeprowadzenia badań dodatkowych lekarz prowadzący sekcję zwłok nie był w stanie jednoznacznie wypowiedzieć się na temat przyczyny śmierci. Jako potencjalną wskazywał zatrucie tlenkiem węgla oraz wstrząs termiczny. Podczas oględzin wewnętrznych stwierdzono w żołądku substancję ropopochodną, w związku z czym zleciłem badanie w tym kierunkuNie zapomnimy Łukasza
Tragedia ta wstrząsnęła do głębi mieszkańcami Białej Podlaskiej. Na forach internetowych pojawiły się wpisy żądające kary śmierci dla morderców. Znajomi Łukasza deklarują policjantom pomoc w odnalezieniu sprawców zbrodni. Brak jednak jakichkolwiek motywów świadczących o tym, by ktoś miał powód zabić Łukasza.
– Rozmawiałem telefonicznie z jego dziewczyną Renatą – dodaje Bartek M. – Potwierdziła, że otrzymywała od niego niepokojące wiadomości. Zapamiętałem nawet treść jednego z esemesów. Brzmiał on mniej więcej tak: „Jak bardzo trzeba kogoś kochać, by móc pozwolić mu odejść”.
– To był spokojny, uczynny chłopak. Nie miał wrogów – szlocha Piotr S., jego przyjaciel i sąsiad. – Nie wiem, dlaczego tak się stało. Może znalazł się w nieodpowiednim miejscu i złym czasie. Tego dnia, gdy zaginął, myślałem o nim. Przyśnił mi się też w nocy. Miał takie smutne oczy. Patrzył na mnie, a zarazem jakby gdzieś daleko, przed siebie.
źr.: slowopodlasia.pl/?a=1&id=23774
