“Avatar”, który dzieje się w Indiach
Na wzgórzach leżącego na wschodzie Indii stanu Orisa rozgrywa się historia żywo przypominająca filmowego “Avatara”. Tyle tylko, że w odróżnieniu od filmu w Orisie naprawdę giną ludzie.
W indyjskim “Avatarze” rolę broniących swego świętego drzewa Na’vi odgrywa lud Dongria Kondh. Nazywają siebie samych Jharnia, czyli opiekunami strumieni. To rdzenni mieszkańcy zalesionych wzgórz należących do Ghatów Wschodnich. Od wieków żyją tam w małych społecznościach, w odciętych od cywilizacji wioskach, bez prądu, telefonów komórkowych, za to w zgodzie z naturą, uprawiając owoce, fasolę, pijąc dla wzmocnienia palmowe wino.
Dongria Kondh, których pozostało w Indiach niecałe 8 tys., stanęli przypadkiem na drodze potężnego koncernu wydobywczego Vedanta Resources, spółki notowanej na londyńskiej giełdzie, z przychodami rzędu 8 mld dol. rocznie.
Podobnie jak ziemianie w filmie Jamesa Camerona, wydobywczy gigant należący do hinduskiego multimiliardera Anila Agarwala pożąda cennego surowca. A konkretnie złóż bogatych w aluminium boksytów.
Agarwala wsparł premier Indii Manmohan Singh, żądając od ministrów, by zrobili co w ich mocy, aby Vedanta mogła rozpocząć przedsięwzięcie. Ze złóż szacowanych na 70 mln ton boksytów można przez najbliższe 20-25 lat wycisnąć nawet milion ton aluminium rocznie. Problem w tym, że boksyty zalegają w Niyamgiri, a to najświętsze miejsce Dongria Kondh.
Według plemiennych wierzeń tego animistycznego ludu w zalesionych wzgórzach zamieszkuje najwyższe bóstwo – Niyam Raja, czyli Pan Prawa, stwórca wszystkich rzeczy. To tam wieśniacy z okolicznych osad przychodzą modlić się i składać ofiary. I nie godzą się na wykopanie ogromnej dziury w domu Pana Prawa, choć koncern obiecuje im nowoczesne domy i pola uprawne w dolinie. – Kopalnie przynoszą zyski bogatym. My staniemy się żebrakami, jeśli zniszczą naszą górę i las – mówią Dongria.
- Nie chcemy tu Vedanty. Wzgórza są jedynym powodem, dla którego tu żyjemy. Jeśli je nam zabiorą, wymrzemy – tłumaczył brytyjskiej telewizji Channel 4 Lodu Sikaka, przywódca protestujących z leżącej najbliżej wzgórz wioski Dongria Kondh. – Niyam Raja to nasz bóg. Wzgórza to nasza dusza, jeśli je stracimy, stracimy duszę – tłumaczył.
Kilka dni po emisji programu został porwany wraz ze współtowarzyszem przez nieznanych napastników, którzy wciągnęli go do samochodu i wywieźli w nieznane miejsce. Wieśniacy obawiają się, że podzieli on los innego z przywódców protestu, którego kilka miesięcy temu znaleziono martwego.
Boksyty ich zniszczą
Problemy ludu Dongria Kondh zaczęły się w 2002 r., kiedy koncern postanowił zainwestować w wydobycie i przeróbkę boksytów. Leżąca nad Zatoką Bengalską Orisa to najbiedniejszy stan Indii – jego jedynym bogactwem są spore złoża minerałów. Władze stanowe bez wahania sprzedały więc koncesję na wydobycie boksytów, nie licząc się z tym, że to może oznaczać unicestwienie świata i kultury Dongria Kondh.
Ostrzeżenia Wildlife Institute of India, który w 2005 r.przewidywał groźną dla ludzi i zwierząt degradację środowiska, zostały zlekceważone.
Klamka już zapadła. Firmy należące do Vedanta Resources zainwestowały miliony w budowę wielkiej huty aluminium w Lanjigarh, 10 km od wzgórz. Wysiedlono sto rodzin, które żyją teraz w tymczasowych osiedlach z betonu. Huta zatruła strumienie i rzeki. Dongria skarżą się, że pył niszczy im uprawy i dziesiątkuje trzodę.
Choć huta działa od 2006 r., wciąż przynosi straty. Wszystko dlatego, że nie może rozwinąć mocy produkcyjnych, gdyż była pomyślana do przerobu boksytów z Niyamgiri, a te wciąż nie nadchodzą.
Zawzięta batalia o wzgórza toczy się od kilku lat w różnych sądach, ale w tym roku sprawy nabrały przyspieszenia. Mimo protestów Dongria i kilku międzynarodowych organizacji broniących praw człowieka, takich jak Amnesty International czy Survival International, sąd najwyższy Indii zapalił w końcu zielone światło dla inwestycji.
Koparki i buldożery metr po metrze zbliżają się do wzgórz, budując drogę, po której mogłyby przejechać ogromne ciężarówki i maszyny. Dongria Kondh organizują blokady, stojąc naprzeciw maszyn drogowych z łukami i strzałami w pogotowiu. – Nasze wzgórza przecinają drogi, ale my nie chcemy ani pojazdów na tych drogach, ani samych dróg – skarży się wioskowy wódz Dodi.
Na ratunek Dongria Kondh
Vedanta Resources zaciska powoli pętlę wokół wzgórz Niyamgiri. Lasy bogate w boksyty otoczone są przez wynajętych przez koncern wieśniaków spoza ludu Dongria. Pilnują, by do wiosek animistów nie przedarli się zagraniczni dziennikarze. Szum, który zrobił się na świecie wokół sprawy Niyamgiri, nie ułatwia koncernowi zadania i chce on sprawę wyciszyć.
Ale na to już za późno. O groźbie zagłady Dongria Kondh jest głośno zarówno na Wyspach Brytyjskich, jak i w USA. BBC i CNN nakręciły o tym reportaże. Największe brytyjskie gazety wysyłały do Niyamgiri korespondentów. W Londynie odbyło się kilka manifestacji popierających Dongria. Ambasadorem sprawy zagrożonego ludu stała się znana bojowniczka o prawa człowieka, niegdyś żona Micka Jaggera Bianca.
Sporych udziałów w Vedanta Resources pozbyły się Kościół Anglii (największy i najstarszy Kościół anglikański), który w akcjach firmy miał 3,8 mln funtów, i fundusz charytatywny Joseph Rowntree Charitable Trust (1,9 mln funtów). Ten ostatni oświadczył, że “Vedanta forsuje industrializację z uszczerbkiem dla życia lokalnych społeczności”.
Do akcji na rzecz zagrożonego ludu przyłączył się wpływowy tabloid “The Sun”.
Dzięki mającej siedzibę w Londynie organizacji Survival International o dramacie Dongria dowiedziały się miliony internautów z całego świata. Wszystko za sprawą poruszającego filmu dokumentalnego “Mine: Story Of A Sacred Mountain” (“Kopalnia: historia świętej góry”), który jest dostępny m.in. w portalu Survival.
To właśnie działacze Survival porównali dramat Dongria do fabuły “Avatara”, chcąc trafić do wyobraźni szerokich rzesz. Również Survival w imieniu ludu Dongria zamieścił w hollywoodzkim magazynie “Variety” ogłoszenie wzywające twórcę “Avatara” Jamesa Camerona, by pomógł zagrożonemu ludowi. Jednak reżyser nie zareagował.
- Tak jak Na’vi z “Avatara” Dongria Kondh są zagrożeni, gdyż ich ziemie są przeznaczone pod kopalnię Vedanta Resources, której nic nie zatrzyma – głosi oświadczenie podpisane przez Stephena Corry’ego, szefa Survival International. – Kopalnia zniszczy lasy, od których uzależnione jest życie ludu Dongria Kondh, i zrujnuje życie tysięcy innych ludów żyjących w okolicy.
żr.: wyborcza.pl/1,75477,8259063,_Avatar___ktory_dzieje_sie_w_Indiach.html
